Dzisiaj pożegnaliśmy Pana Szczepana

Odszedł od nas po cichu, tak jak żył. Człowiek niezwykle sympatyczny, życzliwy i uczynny. Czasami podwoziliśmy Go do Białegostoku, mówił wtedy, że nie ma biletu na samochód. Spotykaliśmy Go często w lesie, umiał wypatrzeć zwierzęta, ostatnio ogromną klempę z łoszakiem.

Pan Szczepan czasami wycinał nam uschnięte drzewa i przewoził traktorem do pobliskiego tartaku. Nie chciał za to żadnego wynagrodzenia. Rekompensowaliśmy Mu to tzw. wałówkami świątecznymi – pieczone mięsa, ciasta, sałatki.

Pan Szczepan był też niewolnikiem nałogu, jak się okazało, dla Niego zgubnego. Co było dziwne potrafił żyć normalnie przez większość roku, w okresie świątecznym i poświątecznym zaczynał grę ze śmiercią, 11 stycznia – przegrał.

Mieszkaniec tych stron, wieśniak jakiś siwowłosy:
„Widzieliśmy go nieraz, jak, o świcie prawie,
Śpiesznym krokiem omiatał zioła z kropel rosy,
By witać słońce tutaj, na tych wzgórz murawie.

Tam, u stóp tego buku o spękanej korze,
Który z ziemi splątane wynurza korzenie,
Wylegiwał się zwykle w południowej porze,
Zasłuchany w potoku śpieszne gaworzenie.

Albo też gdzieś przed siebie brzegiem boru kroczył,
To z uśmieszkiem wzgardliwym, to z twarzą pobladłą
W poczuciu opuszczenia; to znów wzrok mu mroczył
Miłosny zawód swoją męką nieodgadłą.

Pewnego rana zniknął – kiedy wzeszło słońce,
Nie było go na wzgórzu ni w bukowym cieniu;
Na drugi dzień – to samo: w lesie czy na łące,
Albo przy tym co zwykle szemrzącym strumieniu

Znów go brakło; dopiero na trzeci dzień rano
Ujrzeliśmy go – w trumnie, niesionej ze śpiewem
Na cmentarz. Umiesz czytać: spójrz, co wypisano
Na tym kamieniu, skrytym pod cierniowym krzewem”.

Elegia napisana na wiejskim cmentarzu – Thomas Gray w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

Reklamy