Coroczne, tradycyjne już, ognisko sierpniowe

Zaplanowaliśmy ognisko na 14 sierpnia, poniedziałek. W ramach nieustających prób integracji z sąsiadami wiejskimi dwie członkinie Stowarzyszenia przewędrowały od domu do domu z serdecznym zaproszeniem.

Poniedziałek godzina 18.00 – pogoda prześliczna, miejsce cudowne nad Rzeką Czarna, płonące ognisko, rozstawione namioty i stoły uginające się pod ciężarem przepysznych wiktuałów, jak kiełbaski, sałatki, ciasta, owoce oraz napitki wszelakie.

Powolny napływ uczestników, początkowo członkowie Stowarzyszenia, kolejno zaprzyjaźnieni Sympatycy i reprezentacja Autochtonów. Przyjechali też nasi pierwsi podopieczni poznani w ramach akcji Szlachetna Paczka – Walery, Swietłana i ich sześcioro Dzieci. Dostali właśnie „Kartę stałego pobytu” pozwalającą na podjęcie legalnej pracy, podróżowanie w strefie Schengen, a przede wszystkim pozwalającą na zapomnienie o widmie deportacji.

Około godziny 19, ku naszemu radosnemu zaskoczeniu, przy łączce nad Rzeką zatrzymał się znajomy samochód i wysiadł z niego znajomy Ksiądz Proboszcz z czterema towarzyszącymi osobami – Kuzyni z Krakowa. Atmosfera, jak zwykle, bardzo radosna, rozmowy w grupach tematycznych i towarzyskich, pojadanie pieczonych kiełbasek, wymyślnych sałatek, swojskiego chleba i deserowych ciast.

W ognisku uczestniczyło 60 osób, w tym 23 dzieci. Uczestnicy tradycyjni – Członkowie Stowarzyszenia i Sympatycy, ale też Nowi Mieszkańcy naszej i Mieszkańcy sąsiedniej wsi. Niektórzy wpadli tylko na chwilę, tłumacząc się obowiązkami, ale z drugiej strony „nie mogli nie być”. Cieszy nas obecność dzieci i młodzieży nie tylko stowarzyszeniowej, oznaka odmłodzenia wsi, ale też oznaka chęci integracji.

Przy rozmowach i śpiewach chóralnych zapomnieliśmy o nieubłaganym upływie czasu i tylko napływający znad pól chłód przywrócił nas rzeczywistości. Posprzątaliśmy wszelkie naczynia jednorazowe zgodnie z zasadami segregacji odpadów komunalnych, zgasiliśmy ognisko i około 23 rozeszliśmy się do domów w melancholijnym nastroju, otuleni rozgwieżdżoną, letnią nocą.

P8140389.JPG

Ognisko nad stawem

Czerwiec  2017, pogoda zamówiona specjalnie na te okazję, ognisko nad stawem z kumkającymi żabami i szelestem trzcin. Obecni wszyscy Członkowie Stowarzyszenia plus kilku zaprzyjaźnionych Sympatyków. Jak zwykle menu składkowe, tradycyjnie mięsa, sałatki, ryby, ciasta i coś do popicia, czyli początkowo wykwintny chłodnik – zamiennik barszczyku, sztandarowego dania gospodarzy.

Długi stół pod namiotem, nad brzegiem stawu. Muzyka z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, tak komercyjna, jak i w wykonaniu amatorskim z towarzyszeniem gitary sąsiada gospodarzy. Dzieci biegające po łące i okolicznym lesie, dorośli zanurzeni w rozmowach – o zawodowej przyszłości, o przejściu na emeryturę, o planach ogrodowych, wyjazdach wakacyjnych i w elitarnym klubie Dziadków – o coraz liczniejszej gromadce wnuków.

Około północy początek eksodusu w ciepłą, rozgwieżdżoną noc, piesza wędrówka drogą powiatową, spotkanie z niezwracającymi na nas uwagi, dwoma patrolami policji.  Pożegnania i planowanie kolejnych spotkań.

Sprzątanie naszego małego Świata

Koniec kwietnia, sprzyjająca aura, trawy jeszcze niskie, zioła wszelakie szczątkowe czyli optymalny czas na zbieranie śmieci z poboczy dróg, z lasów, pól i łąk okolicznych.

Trasa wędrówki tradycyjna, ekipa 16 osobowa – od mostu na Rzece Czarna, wzdłuż drogi powiatowej do pierwszego skrętu w prawo, drogi leśne prowadzące do żwirowni i wokół żwirowni. Druga ekipa dwuosobowa – od granicy wsi do wiaduktu nad obwodnicą Wasilkowa.

Do worów wędrują tradycyjnie butelki szklane i plastikowe, puszki, papiery, opakowania tekturowe, torby foliowe, buty, części garderoby, materiały budowlane, części samochodowe i fragmenty sprzętu gospodarstwa domowego.

Łączny uzysk śmieci, jak w roku ubiegłym, pokaźny – 18 worków 120 litrowych, co daje sumaryczną objętość 2160 litrów; wydaje się, iż na zmianę mentalności śmieciowyzucaczy przyjdzie nam czekać całe wieki. I znów, jak poprzednio, smutna refleksja o bezmyślności i beztrosce śmiecących, ale też co cierpliwości środowiska, pytanie tylko jak długiej jeszcze.

Po pracowitym dniu, tradycyjne ognisko nad Rzeką Czarna, menu jak zwykle wykwintne, acz stworzone spontanicznie. Wesoły ogień, rozświetlający szybko zapadający wieczór i chłodną noc. Jak zwykle rozmowy i śpiew chóralny przy pieczeniu kiełbasek, mięs, grzanek czosnkowych, kosztowaniu sałatek i ryb, delektowaniu się ciastami, popijaniu piwa, cydru i soków. Wieńcząca dzień nocna wędrówka przez wieś, do przytulnych domów w przyjemnym poczuciu zrobienia czegoś fajnego.

P4010238.JPG

Akcja kotki

W naszej wsi żyje sobie około 30 kotów obojga płci, w tym, jak przypuszczamy około połowę stanowią kotki. Rokrocznie każda z kotek może wydać na świat maksymalnie prawdopodobnie około 10 kociaków w dwóch miotach, co stanowi przyrost pogłowia, tych sympatycznych skądinąd zwierzaków, do astronomicznej liczby 180. Liczbę kotów bezdomnych szacujemy na około 10-14, co statystycznie daje 5-7 kotek. W ramach pomysłu ograniczenia liczby kotów, postanowiliśmy przeprowadzić akcję sterylizacji. W dniach 1-20 marca opłata za ten zabieg wynosiła w wybranych przychodniach weterynaryjnych 100 zł; Urząd Gminy Wasilków zobowiązał się do pokrycie kosztów 2 zabiegów, na co wyasygnował kwotę 200 zł.

Głównym problemem było złapanie bezdomnych kotek. Łatwiej dały się złapać te, które poprzez akcję całorocznego dokarmiania oswoiły się z niektórymi z nas. Trudności sprawiały kotki, które jadały głównie nocą, i z którymi siłą rzeczy kontakt mieliśmy ograniczony. W sukurs przyszła nam Pani z fundacji „Kotkowo”, która użyczyła specjalną, dużą klatkę.

W ramach naszej akcji wysterylizowanych zostało 7 kotek, przypuszczamy, że z puli bezdomnych zdecydowana większość, o ile nie wszystkie. Dwie kotki znalazły dom z troskliwymi opiekunami, pozostałe korzystają w jedzenia i legowisk wystawionych na tarasach naszych domów.

W podsumowaniu nasze przemyślenia z akcji sterylizacji kotek:

Urząd Gminy wyasygnował kwotę 200 zł, za co oczywiście dziękujemy, ale Urząd jednocześnie powinien sobie zdawać sprawę, iż kwota ta jest drobnym ułamkiem kosztów odłowienia bezpańskiego kota i kolejno jego utrzymania w schronisku. Zwykła arytmetyka podpowiada zatem, iż bardziej opłacalna jest sterylizacja.

Kolejna uwaga – akcję rokrocznie przeprowadza się od początku marca, co jest naszym zdaniem terminem zbyt późnym; część sterylizowanych kotek była już w ciąży, a takie kotki z racji budzenia się w nich instynktów macierzyńskich trudniej np. złapać. Nie bez znaczenia są też względy zdrowotne, np. zaburzenia hormonalne mające negatywny wpływ na procesy fizjologiczne.

Postulujemy zatem aby akcję sterylizacji przeprowadzać od połowy lutego i jednocześnie wnioskujemy o zwiększenie funduszy gminnych przeznaczonych na ten cel, co per saldo daje lepszy wynik ekonomiczny po stronie oszczędności.

Osiedle 63 domków jednorodzinnych na obszarze Natura 2000, ciąg dalszy

10 stycznia 2017 roku odbyła się rozprawa przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Białymstoku. Stowarzyszenie reprezentowali członkowie Zarządu, stronę inwestorów – radca prawny. Na rozprawę stawili się również inwestorzy oraz właściciel działki sąsiadującej z ich posesją. Pani sędzia sprawozdawca krótko zreferowała istotę przedsięwzięcia oraz nasze do niego zastrzeżenia, po czym sędzia przewodniczący udzielił nam głosu.

W swoim wystąpieniu podnosiliśmy, iż decyzja Burmistrza w sposób rażący narusza Art. 33. 1. w brzmieniu: zabrania się, z zastrzeżeniem art. 34, podejmowania działań mogących, osobno lub w połączeniu z innymi działaniami, znacząco negatywnie oddziaływać na cele ochrony obszaru Natura 2000, w tym w szczególności:

1) pogorszyć stan siedlisk przyrodniczych lub siedlisk gatunków roślin i zwierząt, dla których ochrony wyznaczono obszar Natura 2000 lub

2) wpłynąć negatywnie na gatunki, dla których ochrony został wyznaczony obszar Natura 2000, lub
3) pogorszyć integralność obszaru Natura 2000 lub jego powiązania z innymi obszarami.

W swojej argumentacji główny nacisk kładliśmy na nierzetelności opinii RDOŚ, będącej podstawą kolejnych, pomyślnych dla inwestorów decyzji Burmistrza i SKO. Nierzetelność RDOŚ to przede wszystkim opinia nieuwzględniająca elementy takie jak: umiejscowienie inwestycji [budowa osiedla 63 (w niektórych pismach urzędowych nawet 73) domów jednorodzinnych] w głównym paneuropejskim północnym korytarzu ekologicznym czy pominięcie występowania na terenie inwestycji około 37 gatunków ptaków podlegających ścisłej ochronie gatunkowej. Za przykład nierzetelności RDOŚ podaliśmy dwie skrajnie różne opinie dotyczące tej samej inwestycji – kurników w Kruszynianach – jedna dla budowy kurników pozytywna, druga negatywna.

Radca prawny prezentujący stronę inwestorów postulował odrzucenie naszego zażalenia w całości oraz zaznaczył, iż członkowie Stowarzyszenia mieszkają w okolicy planowanej inwestycji, zapomniał dodać, iż w odległości 0,5 km od niej i poza obszarem głównego korytarza ekologicznego.

W 13 stronicowym uzasadnieniu wyroku, dla nas niepomyślnego, z dnia 24 stycznia 2017 sędzia przewodniczący podtrzymuje decyzję SKO argumentując, iż „inwestycja planowana jest w obszarze Natura 2000 oraz w korytarzu ekologicznym o znaczeniu europejskim podlegał ocenie RDOŚ”, kolejno „skoro na terenie inwestycji ptaki obecnie nie mają położonych siedlisk, utwardzenie terenu nie wpłynie na pogorszenie warunków siedliskowych ptaków, nie doprowadzi do zmiany aktualnego stanu faktycznego i nie wpłynie na zaburzenie funkcjonowania korytarza ekologicznego”. Argumentacja powyższa jest oczywistym fałszerstwem, gdyż w znanej nam opinii Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska słowem nie wspomina o korytarzu ekologicznym.

W wystąpieniu przed sądem podnosiliśmy również, iż trudno przyjąć na wiarę, iż zabetonowanie ponad 4,5 hektara z 6 należących do inwestorów, pozostanie bez wpływu na środowisko, np. stosunki wodne. Opierając się o opinię RDOŚ, sąd naszych argumentów nie uwzględnił.

Na dwóch stronach kupionego przez nas odpisu wyroku sędzia cytuje znany nam artykuł 63 ust.1 pkt. 1, pkt. 2, pkt.3 ustawy środowiskowej. Wzorem SKO Wojewódzki Sąd Administracyjny stawia się w roli eksperta ornitologa pisząc, iż „działki objęte inwestycją są użytkowane rolniczo i nie są porośnięte drzewami i krzewami, w związku z czym nie stanowią atrakcyjnego siedliska dla przedmiotowych gatunków (ptaków)”.

W kwestii konieczności przekształcenia terenów rolnych w działki budowlane Sąd argumentuje, iż co prawda nie jest to przedmiotem niniejszego postępowania i będzie rozstrzygane dopiero na etapie wydania warunków zabudowy (wydane zostały przed wniesieniem przez nas powyższego odwołania) to jednak „przedsięwzięcie ma być realizowane wprawdzie na gruntach rolnych, to jednak nie stanowią one użytków rolnych zaliczanych do klas bonitacyjnych I-III, a zatem wymóg przeznaczenia terenu na cele nierolnicze lub nieleśne, a co za tym idzie – konieczność uzyskania zgody właściwego organu, nie stanowi uwarunkowania jego realizacji”. Wobec powyższej konkluzji uznaliśmy, iż nasze ewentualne odwołanie od decyzji Burmistrza w sprawie wydania warunków zabudowy nie ma żadnych szans na powodzenie.

Treść kupionego przez nas uzasadnienia wyroku mocno rozczarowuje również chociażby z racji braku odniesienia do cytowanego przez nas w skardze Art.. 34.1 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 o ochronie przyrody (Dz.U. 2004 Nr 92 poz. 880) w brzmieniu: Jeżeli przemawiają za tym konieczne wymogi nadrzędnego interesu publicznego, w tym wymogi o charakterze społecznym lub gospodarczym, i wobec braku rozwiązań alternatywnych, właściwy miejscowo regionalny dyrektor ochrony środowiska, a na obszarach morskich – dyrektor właściwego urzędu morskiego, może zezwolić na realizację planu lub działań, mogących znacząco negatywnie oddziaływać na cele ochrony obszaru Natura 2000 lub obszary znajdujące się na liście, o której mowa w art. 27 ust. 3 pkt 1, zapewniając wykonanie kompensacji przyrodniczej niezbędnej do zapewnienia spójności i właściwego funkcjonowania sieci obszarów Natura 2000.

Zarówno w odwołaniu od wyroku SKO, jak i w wystąpieniu przed sędziami WSA podnosiliśmy, iż budowa osiedla 63 domów jednorodzinnych nie spełnia kryteriów nadrzędnego interesu publicznego, a rozwiązaniem alternatywnych dla powyższej inwestycji jest inna lokalizacja, poza obszarami chronionymi Natura 2000. Jak wyżej, odniesienia do naszych zastrzeżeń w uzasadnieniu wyroku – brak.

W konkluzji naszej batalii przeciwko budowie osiedla 63 domów jednorodzinnych cytat ze strony internetowej jednej z podlaskich agencji nieruchomości:

  • działka na sprzedaż
  • Cena: 4 500 000 zł (75 zł/m²)
  • Forma własności: własność
  • Działka: budowlana, 60 000 m²
  •   kształt: prostokąt; teren płaski, pusta
  •   dojazd drogą utwardzoną, działka nieogrodzona
  •   określone warunki zabudowy
  • Media: prąd, woda w drodze, kanalizacja
  • Adres: Woroszyły, Wasilków, białostocki, podlaskie
  • Otoczenie: las
  • W pobliżu: przystanek autobusowy
  • Istnieje możliwość zakupu w całości lub po podziale kilku mniejszych działek.

Dla ewentualnych chętnych, realia – ani prądu, ani wody, ani kanalizacji, przystanek autobusowy w odległości ponad 1 km, w odległości ok. 250 metrów linia kolejowa Białystok-Kuźnica Białostocka i Białystok-Suwałki; w odległości ok. 450 metrów obwodnica Wasilkowa, otoczenie – raczej nieużytki, las inwestorzy wycieli na etapie przygotowania działki do sprzedaży,

I tak się kończy historia planowanego do niezbudowania osiedla 63, a może 73 domów jednorodzinnych. Jednocześnie w nawiązaniu do decyzji Burmistrza ustalającego warunki zabudowy, w kontekście cytowanego ogłoszenia i deklaracji inwestorów – trudno realnie dać wiarę zapewnieniom inwestorów o doprowadzeniu sieci wodociągowej i kanalizacji na własny koszt w sytuacji, gdy np. sprzedanych zostanie jedynie kilka działek z liczby planowanych 63 lub 73. I też trudno nam wierzyć, żeby władze decyzyjne gminy nie zdawały sobie z tego sprawy.

Kulig

Niedzielne popołudnie, skraj Puszczy Knyszyńskiej, troje sań, a właściwie fur z płozami, trzy piękne konie – perszerony – w naszym lokalnym wydaniu konie zimnokrwiste rasy sokólskiej. Pełna obsada – dwadzieścioro troje pasażerów tj. szesnaścioro dorosłych i siedmioro dzieci.
Ruszamy drogą puszczańską wśród pięknych przedwiecznych świerków i sosen, niektóre z nich niestety odarte z kory przez korniki, smutny widok. Co jakiś czas się zatrzymujemy, drepczemy przy saniach, znowu wchodzimy i jedziemy dalej. Śnieg trochę mokry, przysypany igłami drzew, drobnymi gałązkami, gdzieniegdzie ślady zwierząt. Atmosfera radosna, dzieci roześmiane i trochę wystraszone prędkością, końmi, zakrętami i górkami. Po dwóch godzinach wracamy do cywilizacji, przesiadamy się do samochodów i jedziemy na ognisko do znanej miejscowości wypoczynkowej na W., jak mówimy o naszej wsi. Uwarzony przez samego Wiceprezesa – bigos, kiełbaski pieczone w ognisku, glӧgg, drożdżówki – wypiek Sekretarza, owoce, orzechy, czekoladki. Dzieci staczają się z górki po śniegu, Dziadek Ryszard też. Potem zjazd na sankach, zabawy z psami, znowu siedzenie przy ognisku, gdzie toczą się rozmowy „takie o życiu”, o ostatnio oglądanych filmach, jakości jedzenia, planach Stowarzyszenia, nadchodzącej wiośnie i uprawie ogródków, dzieciach i wnukach, wspomnienia o tych co odeszli. Rozstajemy się w szampańskich humorach, od poniedziałku dzieci mają ferie, część wyjeżdża z Rodzicami, część z Dziadkami na narciarskie szaleństwa.
Następnego dnia dzwonimy do siebie pytając o zdrowie przede wszystkim dzieci, niektóre z nich przemoczyły się do bielizny, ale wszystkie w doskonałej kondycji, dorośli takoż. Postanawiamy, że jeżeli warunki śniegowe pozwolą zorganizujemy kulig w roku przyszłym i będziemy się równie dobrze bawić.

kulig

Dzisiaj pożegnaliśmy Pana Szczepana

Odszedł od nas po cichu, tak jak żył. Człowiek niezwykle sympatyczny, życzliwy i uczynny. Czasami podwoziliśmy Go do Białegostoku, mówił wtedy, że nie ma biletu na samochód. Spotykaliśmy Go często w lesie, umiał wypatrzeć zwierzęta, ostatnio ogromną klempę z łoszakiem.

Pan Szczepan czasami wycinał nam uschnięte drzewa i przewoził traktorem do pobliskiego tartaku. Nie chciał za to żadnego wynagrodzenia. Rekompensowaliśmy Mu to tzw. wałówkami świątecznymi – pieczone mięsa, ciasta, sałatki.

Pan Szczepan był też niewolnikiem nałogu, jak się okazało, dla Niego zgubnego. Co było dziwne potrafił żyć normalnie przez większość roku, w okresie świątecznym i poświątecznym zaczynał grę ze śmiercią, 11 stycznia – przegrał.

Mieszkaniec tych stron, wieśniak jakiś siwowłosy:
„Widzieliśmy go nieraz, jak, o świcie prawie,
Śpiesznym krokiem omiatał zioła z kropel rosy,
By witać słońce tutaj, na tych wzgórz murawie.

Tam, u stóp tego buku o spękanej korze,
Który z ziemi splątane wynurza korzenie,
Wylegiwał się zwykle w południowej porze,
Zasłuchany w potoku śpieszne gaworzenie.

Albo też gdzieś przed siebie brzegiem boru kroczył,
To z uśmieszkiem wzgardliwym, to z twarzą pobladłą
W poczuciu opuszczenia; to znów wzrok mu mroczył
Miłosny zawód swoją męką nieodgadłą.

Pewnego rana zniknął – kiedy wzeszło słońce,
Nie było go na wzgórzu ni w bukowym cieniu;
Na drugi dzień – to samo: w lesie czy na łące,
Albo przy tym co zwykle szemrzącym strumieniu

Znów go brakło; dopiero na trzeci dzień rano
Ujrzeliśmy go – w trumnie, niesionej ze śpiewem
Na cmentarz. Umiesz czytać: spójrz, co wypisano
Na tym kamieniu, skrytym pod cierniowym krzewem”.

Elegia napisana na wiejskim cmentarzu – Thomas Gray w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

Spotkanie sylwestrowe

To już drugie nasze wspólne spotkanie sylwestrowe. Od późnego popołudnia znoszenie na miejsce spotkania przeróżnych wiktuałów, wszystkie spécialité de la maison. O 20.00 tradycyjne ognisko bardzo przyjemne z racji przede wszystkim Towarzystwa i sprzyjającej aury – pogoda bezwietrzna, niewielki mróz, bez opadów czegokolwiek. Około 22.00 przenosimy się do domu, Panie zmieniają kreacje ze sportowych na semibalowe, ogromy stół suto zastawiony: karkowina z grilla, mięsa pieczone, wędliny domowego wytwórstwa, sałatki, ryby wędzone, barszczyk czerwony i kulebiak, pączki, serniki i tort Pavlova. Tańce do naszych ulubionych melodii, trzeba przyznać, że już trochę historycznych, acz wiecznie modnych, lata 60, 70 i 80. O północy strzeliły butelki szampana i 20 osób złożyło sobie najserdeczniejsze życzenia przyszłoroczne. O 3 dnia następnego rozeszliśmy się do domów w nastroju nadziei na pomyślny rok 2017.

sylwester

Nasze z serca płynące Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Przede wszystkim pokoju na świecie, może banał, ale po naszym kontakcie z osobami, które przeżyły bombardowanie Mariupola, życzenie to nie wydaje się być banalnym patosem.

Mnóstwo zdrowia, podstawy wszelkich działań umożliwiających spokojną egzystencję.

Wiecznej młodości ducha, żebyśmy zawsze w kształcie kapelusza dostrzegali słonia połkniętego przez węża.

I coś bardziej przyziemnego w wymiarze lokalnym – mądrej władzy, która stawia sobie za cel służenie ludziom, wsłuchuje się w głos szeroko pojętej opinii społecznej, wydaje mądre decyzje i dba tak o dobro ludzi, jak i środowiska ze wszystkimi jego elementami.

img_0823-1

Szlachetna paczka 2016

Po raz drugi w dwuletnim okresie działalności wzięliśmy udział w akcji „Szlachetna paczka”.

W tym roku postanowiliśmy spełnić marzenia świąteczne Pani Teresy i jej dorosłego syna Pana Andrzeja.

Przygotowaliśmy 13 paczek o łącznej wartości 1300 zł. W paczkach codzienność – cukier, mąka, konserwy mięsne, rybne, warzywne, makarony, olej, środki czystości. Trochę świątecznie – herbata, kawa, słodycze. Ubrania – kurtka, kapcie, czapki, rękawiczki, szalik. Pościel – kołdra, poduszka i największe marzenie Pana Andrzeja – nowy, błyszczący czajnik. Wszystko zapakowane w piękne świąteczne pudła, zawiezione najpierw do magazynu mieszczącego się w tym roku w szkole w Sochoniach, kolejno po zaksięgowaniu, do adresatów, do Nowodworców.

Bardzo skromny domek z dopiero niedawno uruchomionym piecem, na fotelu starsza, schorowana Pani Teresa, po domu krzątał się Pan Andrzej.

W pierwszej chwili ogromne zaskoczenie, zdziwienie i niedowierzanie, że te wszystkie trzynaście paczek to dla Nich. Radość rozpakowywania, dreszczyk emocji z powodu tajemniczej zawartości każdej z paczek i ponowna radość z otrzymanych prezentów. Zdziwienie i szacunek towarzyszących nam Pań, że wszystkie prezenty potrzebne, wszystkie nowe i wszystkie dobrej jakości.

Nasze emocje – wykraczające poza codzienność obcowanie z nieporadnością życiową, niemocą
radzenia sobie w zwykłych sprawach domowych, choroby, które dla części z nas są codziennością zawodową, ale jakby w sterylnych warunkach szpitalnych czy poradnianych.

 

szlachetnapaczka2016_dolinaczarnej
Szlachetna Paczka 2016

Spontanicznie postanowiliśmy o kontynuowaniu pomocy poza akcją „Szlachetna paczka”; pozostajemy w kontakcie z Panią opiekującą się Rodziną z ramienia Polskiego Czerwonego Krzyża. W każdej chwili gotowi jesteśmy na ponowienie dostaw chociażby podstawowych artykułów spożywczych, potrzebnych Rodzinie ubrań czy sprzętu gospodarstwa domowego.

W podsumowaniu trochę przemyśleń – cieszymy się, że mogliśmy komuś pomóc w ramach pięknej akcji „Szlachetna paczka”, ale w wielu wypadkach, i przypuszczamy, że nie jesteśmy w tym odosobnienie, jednorazowa pomoc to trochę tak, jak pokazanie komuś na chwilę lepszego świata przez szybę. Są rodziny, które gubią się w otaczającej rzeczywistości z racji niedostatków finansowych, tragedii życiowych, zwykłej nieporadności socjalnej czy opuszczenia. I to dobrze, że są instytucje pomagające takim ludziom niejako „z urzędu”, natomiast wskazane jest ze wszech miar pomaganie „pozaurzędowe” ludzi dobrej woli, ludzi którzy mogą sobie na taką filantropię pozwolić, ludzi, którym pomaganie sprawia ogromną przyjemność i daje ogromną satysfakcję. Bo czyż nie powiedział Paweł na spotkaniu z Efezjanami, iż „więcej jest szczęścia w dawaniu aniżeli w braniu” (Dzieje Apostolskie 20, 35).